Facebook wyglądał wtedy jak tablica ogłoszeń. YouTube jak katalog plików. Proste, czasem toporne layouty, które dziś wyglądają zaskakująco surowo. I właśnie w to wchodził ten sam znak — trochę jak naklejka animowany.pl przyklejana w każdym możliwym miejscu. Nie było jeszcze „systemu komunikacji”. Było raczej ciągłe sprawdzanie, gdzie to w ogóle działa.
Ten branding nie porządkował komunikacji. On pozwalał się pojawić wszędzie naraz i zobaczyć, co zostaje, czy ktoś w ogóle zwraca na niego uwagę. Dopiero potem był sens cokolwiek upraszczać. Nie było strategii kanałów. Było testowane gdzie to w ogóle działa i czy ktoś reaguje.





