Skip to main content Scroll Top
Żebrolajki. Też czujecie, jaki to obciach?
  • Home
  • blog
  • Żebrolajki. Też czujecie, jaki to obciach?
NIPO logo ikona koło czarne tło 202 px

W sieci regularnie można nadziać się na różne próby naciągania na lajki. Czasami bywają pomysłowe, zwykle są żałosne. Czy takie pseudo-strategie marketingowe dobrze wpływają na postrzeganie marki?

„Proszę polubcie!”, czy „Potrzeba nam jeszcze tylko X lajków, polubcie, polubcie!!!!”. Niestety, coraz częściej widać takie wiadomości na różnych fanpage’ach czy grupach Facebooka. Te wyproszone polubienia strony, tak zwane „żebrolajki”, są procederem ostatnio gęsto występującym w social media. A podobno to nie liczba fanów tak naprawdę się liczy, tylko ich zaangażowanie i konwersja, kontakt z marką, produktem, które faktycznie zainteresowany użytkownik wytwarza.

Ok; załóżmy, że nasz fanpage na błagalnym tekście zarobi kilkaset żebrolajków. Pytanie: kto z lubiących, zrobił to w pełni świadomie, a nie na „…masz i odwal się…”,  złapany przez „żebrającego” w naturalny, ludzki odruch altruizmu? Fanów pozyskanych w taki sposób średnio obchodzi dany produkt, marka, czy to, co się dzieje na fanpage’u. W sumie nie byłoby jednak w tym niczego złego, gdyby nie przeklęta, druga strona medalu. Jak na takie żebrolajki zareagują ci fani, którzy faktycznie są zainteresowani produktem, ale widzą coś takiego na firmowym wallu?

Zresztą do diabła; takie praktyki to już nie tylko na Facebook – rozpowszechniają się też na Twitterze czy Pin­te­reście. Fajnie podsumowuje je fanpage „żebrolajki„.

Wiemy: gderać każdy może, ale jak zdobyć fanów bez żebrania? Tutaj nie ma odkrywczej odpowiedzi: ciekawa zawartość, kreatywne teksty i przekazywanie informacji, które w oczach odbiorcy nie będą „zapychaczami” lub zbyt nachalną, grubymi nićmi szytą reklamą. Troszkę tak jak… w mediach. W social media trzeba mieć sporo dziennikarskiej intuicji, żeby rozumieć, co ludzi naprawdę zainteresuje, a nie tylko kombinować jak wyżebrać kolejne „lubię to”.