Żebrolajki. Też czujecie, jaki to obciach?

W sieci regularnie można nadziać się na różne próby naciągania na lajki. Czasami bywają pomysłowe, zwykle są żałosne. Czy takie pseudo-strategie marketingowe dobrze wpływają na postrzeganie marki?

„Proszę polubcie!”, czy „Potrzeba nam jeszcze tylko X lajków, polubcie, polubcie!!!!”. Niestety, coraz częściej widać takie wiadomości na różnych fanpage’ach czy grupach Facebooka. Te wyproszone polubienia strony, tak zwane „żebrolajki”, są procederem ostatnio gęsto występującym w social media. A podobno to nie liczba fanów tak naprawdę się liczy, tylko ich zaangażowanie i konwersja, kontakt z marką, produktem, które faktycznie zainteresowany użytkownik wytwarza.

Ok; załóżmy, że nasz fanpage na błagalnym tekście zarobi kilkaset żebrolajków. Pytanie: kto z lubiących, zrobił to w pełni świadomie, a nie na „…masz i odwal się…”,  złapany przez „żebrającego” w naturalny, ludzki odruch altruizmu? Fanów pozyskanych w taki sposób średnio obchodzi dany produkt, marka, czy to, co się dzieje na fanpage’u. W sumie nie byłoby jednak w tym niczego złego, gdyby nie przeklęta, druga strona medalu. Jak na takie żebrolajki zareagują ci fani, którzy faktycznie są zainteresowani produktem, ale widzą coś takiego na firmowym wallu?

Zresztą do diabła; takie praktyki to już nie tylko na Facebook – rozpowszechniają się też na Twitterze czy Pin­te­reście. Fajnie podsumowuje je fanpage „żebrolajki„.

Wiemy: gderać każdy może, ale jak zdobyć fanów bez żebrania? Tutaj nie ma odkrywczej odpowiedzi: ciekawa zawartość, kreatywne teksty i przekazywanie informacji, które w oczach odbiorcy nie będą „zapychaczami” lub zbyt nachalną, grubymi nićmi szytą reklamą. Troszkę tak jak… w mediach. W social media trzeba mieć sporo dziennikarskiej intuicji, żeby rozumieć, co ludzi naprawdę zainteresuje, a nie tylko kombinować jak wyżebrać kolejne „lubię to”.

2 komentarze

  • 8 listopada 2012 at 14:38 // Odpowiedz

    Mnie natomiast zastanawia czy fp żebrolajki zakupił prawa do grafiki, czy zwyczajnie, ordynarnie sobie ją ukradł z internetu.

    IMHO nieustająca kradzież cudzych obrazków to problem znacznie większy dla fejsa aniżeli znikomy odsetek firm żebrzących o lajki.

  • 13 listopada 2012 at 09:23 // Odpowiedz

    Kradzież zdjęć to faktycznie poważniejszy problem, ale to też: zupełnie inny temat. Co do „znikomego odsetka żebrzących firm” to niestety – nie jest on aż tak znikomy; tego typu wpisy pojawiają się nawet na profilach bardzo dużych firm.

Odpowiedz na „ChrisAnuluj pisanie odpowiedzi

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *