Social media jako tło zasięgowe

Podstawową strategią obecnością marki w social media jest aktywna komunikacja angażująca odbiorców (gry, konkursy, ankiety, memy itp.) oraz prowadząca z nimi regularną dyskusję (za pośrednictwem wpisów tworzonych przez copywritera lub social media managera oraz rozmów/odpowiedzi kontynuowanych już przez moderatora lub nadal przez social media managera). Jest ona dobrym kierunkiem, ma jednak jedną, specyficzną wadę: kosztuje.

Jak „social” to „social”

 Inwestować w tę formę komunikacji warto gdy marka/brand lub firma faktycznie planuje tworzyć dla social mediowych odbiorców unikalne treści i komunikaty. Jeśli jednak firma traktuje np. swój wall na facebooku jako nowy nośnik oficjalnych informacji o firmie – lepiej sobie tą inwestycję darować. Poza naprawdę nielicznymi wyjątkami firmowe komunikaty nie mają szans stać się treściami pożądanym przez social mediowych odbiorców. Po prostu: nazwa zobowiązuje, „social media” nigdy nie będą „brand media”. Zakładanie, że prywatne osoby, w swoim prywatnym czasie, będą chciały czytać oficjalne, firmowe komunikaty jest dosyć naiwne.

 Praktyka. Proste pytanie: jeśli na facebooku obok siebie pojawią się cztery wpisy: zdjęcie ładnej dziewczyny dodane np. przez fapopedię, śmieszny mem junior brand managera, zdjęcia wygrywających siatkarzy i wpis sport.pl, że właśnie zostaliśmy mistrzami świata, a pomiędzy nimi informacja o „kolejnym, wielkim sukcesie sprzedażowym firmy x…” to… kto kliknie w informację o sukcesie firmy (oczywiście poza ścisłym gronem pracowników tej firmy)?

 A może pozycjonowanie społecznościami?

 Serwisy typu Twitter, BLIP, LinkedIn można jednak potraktować jako źródło darmowych, dodatkowych linków. Nie trzeba przy tym inwestować w ich rozwój (przynajmniej nie w pierwszym etapie budowy obecności w mediach społecznościowych).

Na etapie startowym brandu można np. skupić się na prowadzeniu jego profilu na facebooku, natomiast na wspomnianych serwisach stworzyć oficjalne profile marki (dzięki temu zyskamy pewność, że nikt się pod nas nie podszyje, zakładając na nich profile z nazwą naszej marki/brandu) ale – nie zarządzać nimi. Mimo braku zarządzania nie muszą to być całkowicie martwe profile. Mogą one automatycznie pobierać wpisy np. właśnie z zarządzanego przez nas profilu na facebooku. Dzięki temu bez żadnych kosztów (poza początkowym wdrożeniem profili na wybranych portalach społecznościowych) marka posiada pozornie aktywny profil społecznościowy, który z czasem, jeśli internauci „wybiorą klikami” jednak np. Twittera lub G+ warto będzie już aktywniej rozwinąć.

Plus takiego działania widzę jeszcze jeden: linki do strony firmowej, które automatycznie publikowałyby się na wszystkich serwisach społecznościowych. O tym, czy takie działania faktycznie wspierają pozycjonowanie – trudno jednoznacznie przesądzić; zasady Google dość często tutaj się zmieniają. Ale: skoro taki wariant (poza startupem) nic nie kosztuje, czemu by nie otworzyć swojej marce takiej furtki do internautów?

social media

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *