Lajkami się nie najesz?

Większość agencji reklamowych mówi to od dawna – facebook sam sobie w nie sprzedaje. Może jednak tą sprzedaż wspierać; jeśli jest mądrze wykorzystywany do np. zwiększania zasięgu/ruchu na stronie, albo gdy ma się na niego naprawdę dobry pomysł.

Wczoraj w sieci pojawiło się całkiem zgrabne podsumowanie tej kwestii, opublikowane w artykule Szymona Słowika p.t. Nie najesz się lajkami. Parę słów o doborze narzędzi w marketingu. Wprawdzie sam tekst napisany jest pod wpływem materiałów z Internetowych Rewolucji organizowanych przez Google (a więc formalnie konkurenta, rywalizującego z Facebookiem o budżety reklamowe online), ale kilka zawartych w nim prawd i jeden insight wydają się być bardzo trafne. Uwagę przyciąga zwłaszcza wspomniana analiza działań klienta, czy raczej oferenta, którą Szymon opisał tak trafie, że aż zacytuję ją w całości:

„…Pan Kowalski ma sklep internetowy i chce sprzedawać więcej, więc co robi? Zakłada profil na Facebooku, do polubienia którego zaprasza wszystkich znajomych (którzy w ogóle nie mają nic wspólnego z grupą docelową jego oferty) i zaczyna wrzucać tam linki do swoich produktów. Następnie widzi, że nie ma interakcji. W związku z czym szuka bardziej angażujących treści. Zaczyna wrzucać głupoty i bzdury. Dodawać wszelkiego rodzaju posty nawiązujące do bieżących wydarzeń i okoliczności dodają na koniec magiczne „Co myślicie?” lub „Co wy na to?”. To się nie może udać…”

Oczywiście – nie ma niczego złego w próbowaniu na własną rękę i startowanie z profilem, który ma na sobie kilku/kilkunastu/kilkudziesięciu/kilkuset znajomych wspomnianego Pana Kowalskiego, zawsze jest czymś. A coś, to zwykle jednak więcej niż nic (choć w przypadku Facebooka, gdy fanpage ma źle dobraną grupę odbiorców już nie jest to tak oczywiste; brak interakcji wpływa na niski zasięg wyświetlania publikowanych wpisów).

„Facebook sprzedaje czy nie sprzedaje?” To zależy od branży

I oczywiście: grupy odbiorców. Są branże, którym social media, mówiąc kolokwialnie „leżą”, tzn. ich odbiorcy w naturalny sposób się w nich poruszają, traktując jako coś oczywistego, że marki, które kupują, też powinny tam być. Dlatego, komunikacja w społecznościach dedykowana do odbiorców ponieważ wymienionych branż (dane Socialbakers za 2012 rok) powinna być raczej naturalnym uzupełnieniem – choć niekoniecznie najważniejszym – kampanii online:

sport

„No więc Facebook sprzedaje czy nie?” To zależy od produktu i marki

Truizm i banał: są takie marki, które sprzedają się same. Dlatego, gdy Coca-Cola opublikowała wyniki, wg których social media nie miały praktycznie żadnego wypływu na sprzedaż ich produktu… to dość oczywiste. Marka tak silna, do tego posiadająca produkt szybkozbywalny sprawia, że produkt ten sprzedaje się sam. Wystarczy czasem o nim przypomnieć; dowolnym nośnikiem i mediami. Dlatego, często cytowana ocena wspomnianego koncernu podsumowana w Advertising Research Foundation’s Re:think 2013, nie do końca jest miarodajna.

Na drugim biegunie mamy publikacje potwierdzające efektywność konkretnych kampanii promocyjnych prowadzonych za pomocą Facebooka. Przykładem może tu być kampania WizzAir, która przyniosła marce sprzedaż 200 000 biletów i ponad 19 krotnie większą konwersję niż w przypadku reklamy w wyszukiwarkach: Reklama na Facebooku nie sprzedaje? To mit! Istne rozdwojenie jaźni.

„No cholera: sprzedaje czy nie?” Może, ale raczej w krótkim terminie

Kolejna oczystość: nie jest filozofią założyć, że na X odbiorców, którzy wejdą na stronę sklepu online, cześć złoży zamówienia. Jeśli oferta będzie jednorazową akcją, prowadzącą bezpośrednio do szybkiej sprzedaży; przy dobrej strategii i pomyśle – jest spora szansa, że będzie miało to sens.
Pytanie polega na tym, jak duża będzie to część i jak wartościowa z punktu widzenia dalszego rozwoju, lojalności i powracalności Internautów. I tutaj już z ruchem dowiedzionym z Facebooka nie jest najlepiej, co dobrze podsumowuje badanie firmy Custora, która przeanalizowała pod tym kątem niemało, bo aż 72 mln Internautów kupujących w 86 sklepach online. Te wyniki dla social mediów są bezlitosne; słabiej od Fejsa wypadł tylko… Twitter:

custora_1 custora_2

„To może facebookiem chociaż pomagasz?” Ojoj…

Wracając do artykułu, który był punktem wyjścia obecnego wpisu. Czytając tekst Szymona, od razu, jak żywo pojawiła mi się przed oczami kampania społeczna UNICEF, która mówi w zasadzie to samo, choć w zupełnie innym kontekście: lajkami nikomu nie pomożesz. W ramach przypomnienia, puenty i refleksji – można ją obejrzeć poniżej.

lajki lajki2 lajki3

Hasło reklamowe kampanii: Zostań ochotnikiem. Zmieniaj życie
Klient: UNICEF
Agencja reklamowa: Publicis, Singapore

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *